niedziela, 7 maja 2017

Dionizos - "Nowe życie"

Szablon by Retrica
 Włóczyłem się po tych lasach już od 4 latach, Nauczyłem się jakoś sobie radzić - polować, znajdować schronienie. Unikałem ludzi niczym ognia - stwarzali jedynie problemy. Tego dnia wstałem później niż zwykle. Wyszedłem na słoneczną polanę i przeciągnąłem się. Moje stare kości strzykały nieprzyjemnie. Pomachałem łbem niezadowolony. Mój brzuch głośno burczał, domagając się jedzenia. Postanowiłem więc zapolować. Z nosem przy ziemi zagłębiłem się w las. Niestety, szczęście mi nie sprzyjało. Żadnego świeżego śladu. Szedłem przed siebie w nadziei, że jednak coś znajdę. Nagle poczułem mocne uderzenie. Z impetem upadłem na ziemię. Obok mnie leżał... pies.
-Co tu robisz!? - krzyknął, a ja zawarczałem w odpowiedzi.
Nieznajomy przedstawił się "Dean". I tak zostaliśmy przyjaciółmi w niedoli.

obrazek
Imię: Dionizos
Wiek: 7 lat
Właściciel: Dean

Dean - "Początek"

Szablon by Retrica
Nie zaczęło się spektakularnie. Nie było przeogromnych wręcz stad psów, chcących być częścią Dogs' Tribe. Przede wszystkim - tej sfory miało nie być. Nie czułem się na tyle silny, odpowiedzialny i dorosły, by ją stworzyć. Ale jak mogłem odrzucić ostatnią wolę kogoś, z kim spędziłem życie? Pogardzić jego przedśmiertnym życzeniem i zapomnieć o Kovenie? To nie wchodziło w grę. Choćbym miał przed sobą wiele trudnych wyborów, przykrości, bólu - nie poddam się. Zawdzięczam mu wiele. Pomagał mi przeżyć każdy dzień w tym przeklętym domu. Później mnie wspierał i pomógł się uwolnić. Polowaliśmy razem, bark w bark, trzy lata. Codziennie budziłem się z myślą, że znowu przeżyjemy nowe, fascynujące przygody. I tak właśnie było. Do czasu... Nic wszak nie trwa wiecznie, prawda? Słoneczny, ciepły, wiosenny poranek. Kilka dni po odkryciu mocy, gdy obchodziłem drugie urodziny, stało się coś strasznego. Gdy z wywieszonymi jęzorami i błyskiem radości w oczach biegaliśmy po lesie, rozległ się huk. Zanim zdążyłem się zatrzymać, dostrzegłem rozmytą w ruchu kulę, za którą ciągnął się odpychający smród prochu strzelniczego. Pół sekundy później po boku Kovena rozlała się zatrważająco duża, czerwona plama. Szkarłatne krople zaczęły skapywać na dół, plamiąc zielone źdźbła trawy. Z gardła wyrwał mu się krótki, żałosny jęk. "Znajdź ją, sforę" wycharczał z trudem. Gdy rzuciłem się do szaleńczego biegu w jego kierunku, leciwy samiec osunął się na ziemię. Jego oczy zaszkliły się, wpatrzone tępo gdzieś w dal. Przypadłem do jego nieruchomego ciała, przysłaniając ranę własną sierścią, jak gdybym wierzył, że w ten sposób zapomnę o jej istnieniu i przywrócę Kovena do życia, a on jak gdyby nigdy nic wstanie z promiennym uśmiechem na pysku. Jego czarne wargi rozchyliły się w pośmiertnym grymasie. Mój świat się zawalił. Sam padłem na ziemię, obijając się boleśnie o leżące na niej kamienie. Zostałem w tej pozycji do zmroku, nie zważając na nic.
Nie zapomniałem więc o nim. Minęły dwa lata bezsensownych poszukiwań. Żadnego psa, a tym bardziej żadnej sfory. Z każdym dniem czułem się coraz gorzej - co ze mnie za pies, skoro nie mogłem sobie znaleźć nawet miejsca do życia? Kilka razy przez myśl przebiegło mi to, żeby samemu prowadzić stado. Szybko jednak wyparłem ten absurd z głowy. Jednak to się zdarzyło. Byłem Cesarzem. Kiedy przemierzałem znienawidzony las, usłyszałem dziwny szelest. Apatycznie, jakby obojętnie skierowałem uszy w tamtą stronę. A wtedy, zza gęstych zarośli dobiegł gardłowy warkot. Ożywiłem się. Nie zważając na niebezpieczeństwo rzuciłem się w tamtych kierunku. Gdy przedarłem się przez gąszcz niedojrzałych gałązek, gwałtownie zatrzymałem się na innym psie. Uderzyłem w niego z całym impetem, tym samym przewracając obu z nas.
- Co tu robisz!? - krzyknąłem podekscytowany.
Samiec jednak odebrał mój ton głosu zupełnie inaczej i znowu zawarczał. Zmierzyłem go wzrokiem. Miał piaskową, nie za długą sierść z ciemniejszymi znaczeniami. Jego uszy sterczały czujnie, nasłuchując. Oczy psa miały nietypowy odcień - były niemalże złotawe. Przybrałem skruszoną postawę, chcąc go uspokoić. Po chwili samiec oblizał się, a najeżona sierść na jego grzbiecie opadła.
- Zapewne to co ty - szukam żarcia i schronienia - odparł beznamiętnie głębokim głosem.
~*~

Później poszło gładko - wytłumaczyłem mu wszystko, a on postanowił mi pomóc. Dogs' Tribe naprawdę istniało.
 obrazek 
Imię: Dean
Wiek: 4 lata
Profil: Dean